Kochani
Życzę Wam Wspaniałych Świąt Bożego Narodzenia, Miłości, Przyjaźni, Zdrowia i tylu Książek w Nowym Roku, ile tylko sobie zdołacie wymarzyć. Udanej i Szampańskiej Zabawy Sylwestrowej oraz mnóstwa Energii na kolejny Rok 2014 !!!
wtorek, 24 grudnia 2013
sobota, 16 listopada 2013
"Cząstki elementarne" Michel Houellebecq
Witam,
Postanowiłam sięgnąć po coś z wyższej półki i wybrałam Cząstki elementarne autorstwa jednego z bardziej kontrowersyjnych (wg opinii większości czytelników) pisarzy.
Jest to opowieść o dwóch przyrodnich braciach (z tej samej matki), ich życiu zmierzającemu ku zatraceniu. Bruno miał trudne dzieciństwo, obfitujące w wiele traumatycznych wydarzeń. Wychowywany w szkole z pensjonatem, doświadczył ze strony rówieśników przemocy fizycznej i psychicznej. Wyśmiewany z powodu swego wyglądu ( otyłości / miał długoletnie problemy z bulimią), pozbawiony rodzicielskiego wsparcia i bliskości, stał się jednostką słabą z ogromnym kompleksem i poczuciem niższości. W dorosłym życiu doczekał się syna, z którym jednak nie potrafi nawiązać bliskich relacji, jakiegokolwiek porozumienia. Bruno jest uzależniony od seksu, a raczej od myśli o nim. Całe swe życie poszukuje nowych podniet i wrażeń erotycznych, cielesnych. Jeździ jako nauczyciel na letniska - przypominające komuny hipisowskie- szukając doświadczeń czysto seksualnych. Nawet kobieta, która staje na jego drodze - i z którą udaje mu się nawiązać bliższą więź - nie jest w stanie zmienić bohatera, który ostatecznie ląduje w szpitalu psychiatrycznym.
Jego brat z kolei - Michel - rozsławiony naukowiec, biolog, wychowywany przez babcię, jest przeciwieństwem Bruna - to bohater całkowicie aseksualny, acielesny, który poświęca się bezgranicznie nauce - dąży do stworzenia nadczłowieka - nowego gatunku, pozbawionego indywidualnych cech, a co za tym idzie bezkonfliktowego w relacjach ze społeczeństwem i samym sobą.
Autor w swej powieści poddaje krytyce XX- wieczną rewolucję obyczajową, rewolucję seksualną, pokolenie '68 we Francji, które doprowadziło do zmian społeczno - politycznych i zmaksymalizowania swobód obywatelskich. Mamy tutaj krytykę tego, co działo się nie tylko we Francji, ale i całej zachodniej Europie czy Stanach Zjednoczonych (chociażby ideały beatników). Wpływ na to, jakimi ludźmi stali się Bruno i Michel miały bezpośrednio czasy, w jakich dorastali i w jakich kształtowała się ich tożsamość. Ich matka - hipiska, pozostawiła synów samym sobie. Wychowywani przez obcych ludzi, bez odpowiednich wzorców, bez rodzicielskiej miłości, bohaterowie nie byli w stanie zbudować czy nawet nawiązać z drugim człowiekiem zdrowej relacji, opartej na bliskości, odpowiedzialności i poświęceniu.
Bardzo ciekawym zabiegiem autorskim jest narracja z punktu widzenia owego nowego gatunku - istoty stworzonej przez Michela, opowiadającej ze sporej perspektywy czasu o gatunku ludzkim. Cała zatem powieść jest tutaj historią autodestrukcji i totalnego upadku ludzkości, która podążając za ideami wolnościowymi, tak radykalnymi, wręcz anarchistycznymi, całkowicie się w nich zatraciła. Hasła wolności, ale i indywidualizmu jednostki, swobód obyczajowych i ich konsekwencje zostały przez autora wyolbrzymione, zmaksymalizowane w celu osiągnięcia odpowiedniego efektu. Mamy tu zatem obrazy seksualnych orgii, dziwnych wynaturzeń, przemocy, hasła rasistowskie, a nawet elementy nawiązujące do głównych założeń eugeniki, które mają ilustrować proces niczym nieograniczonej, bezkrytycznej realizacji założeń i idei zachodniej cywilizacji. Wszystko to okraszone w wielu miejscach wulgarnym językiem.
Michel Houellebecq stawia nie tylko diagnozę naszej współczesności, tego, do czego być może dąży nasz świat i ludzkość, oczywiście w swej ekstremalnej wersji. Ale również próbuje między wierszami wskazać drogę, którą należałoby podążać - choć nie jest ona jasna czy też jednoznaczna. Być może to zwrot ku wierze, czy też szerzej ku hasłom i ideom wiary chrześcijańskiej, być może odnalezienie złotego środka. Wszystko, co ekstremalne, ocierające się o granice, nie jest dobre dla człowieka - czy to ekstremalny indywidualizm i wolność jednostki czy też ekstremalny konserwatyzm prawicy. Wszelkie ideologie i nowe prądy społeczne - kulturowe muszą być poddawanej krytycznej ocenie, wszelka bezrefleksyjność prowadzi do zniszczenia i katastrofy.
Cząstki elementarne to moim zdaniem świetna powieść, choć wielu może się ze mną nie zgodzić. Dla mnie lektura byłą przyjemnością, dodatkowym plusem powieści jest jej pewna mozaikowość - kompozycyjnie przeplatają się w niej losy bohaterów ze wstawkami czysto politycznymi czy też technicznymi, wulgarne i potoczne słownictwo miesza się tu z leksyką typową dla dyskursu naukowego. Można nazwać Houellebecq'a pisarzem zaangażowanym, którego pisarstwo jest reakcją na otaczającą go rzeczywistość, "odpowiedzialnym" za
losy ludzkości, stawiającym diagnozy, pytania, skłaniającym ku głębszej refleksji nad życiem społecznym, politycznym, obyczajowym naszej epoki. Polecam, to nie łatwa lektura, ale warto przeczytać :)
Postanowiłam sięgnąć po coś z wyższej półki i wybrałam Cząstki elementarne autorstwa jednego z bardziej kontrowersyjnych (wg opinii większości czytelników) pisarzy.
Jest to opowieść o dwóch przyrodnich braciach (z tej samej matki), ich życiu zmierzającemu ku zatraceniu. Bruno miał trudne dzieciństwo, obfitujące w wiele traumatycznych wydarzeń. Wychowywany w szkole z pensjonatem, doświadczył ze strony rówieśników przemocy fizycznej i psychicznej. Wyśmiewany z powodu swego wyglądu ( otyłości / miał długoletnie problemy z bulimią), pozbawiony rodzicielskiego wsparcia i bliskości, stał się jednostką słabą z ogromnym kompleksem i poczuciem niższości. W dorosłym życiu doczekał się syna, z którym jednak nie potrafi nawiązać bliskich relacji, jakiegokolwiek porozumienia. Bruno jest uzależniony od seksu, a raczej od myśli o nim. Całe swe życie poszukuje nowych podniet i wrażeń erotycznych, cielesnych. Jeździ jako nauczyciel na letniska - przypominające komuny hipisowskie- szukając doświadczeń czysto seksualnych. Nawet kobieta, która staje na jego drodze - i z którą udaje mu się nawiązać bliższą więź - nie jest w stanie zmienić bohatera, który ostatecznie ląduje w szpitalu psychiatrycznym.Jego brat z kolei - Michel - rozsławiony naukowiec, biolog, wychowywany przez babcię, jest przeciwieństwem Bruna - to bohater całkowicie aseksualny, acielesny, który poświęca się bezgranicznie nauce - dąży do stworzenia nadczłowieka - nowego gatunku, pozbawionego indywidualnych cech, a co za tym idzie bezkonfliktowego w relacjach ze społeczeństwem i samym sobą.
Autor w swej powieści poddaje krytyce XX- wieczną rewolucję obyczajową, rewolucję seksualną, pokolenie '68 we Francji, które doprowadziło do zmian społeczno - politycznych i zmaksymalizowania swobód obywatelskich. Mamy tutaj krytykę tego, co działo się nie tylko we Francji, ale i całej zachodniej Europie czy Stanach Zjednoczonych (chociażby ideały beatników). Wpływ na to, jakimi ludźmi stali się Bruno i Michel miały bezpośrednio czasy, w jakich dorastali i w jakich kształtowała się ich tożsamość. Ich matka - hipiska, pozostawiła synów samym sobie. Wychowywani przez obcych ludzi, bez odpowiednich wzorców, bez rodzicielskiej miłości, bohaterowie nie byli w stanie zbudować czy nawet nawiązać z drugim człowiekiem zdrowej relacji, opartej na bliskości, odpowiedzialności i poświęceniu.
Bardzo ciekawym zabiegiem autorskim jest narracja z punktu widzenia owego nowego gatunku - istoty stworzonej przez Michela, opowiadającej ze sporej perspektywy czasu o gatunku ludzkim. Cała zatem powieść jest tutaj historią autodestrukcji i totalnego upadku ludzkości, która podążając za ideami wolnościowymi, tak radykalnymi, wręcz anarchistycznymi, całkowicie się w nich zatraciła. Hasła wolności, ale i indywidualizmu jednostki, swobód obyczajowych i ich konsekwencje zostały przez autora wyolbrzymione, zmaksymalizowane w celu osiągnięcia odpowiedniego efektu. Mamy tu zatem obrazy seksualnych orgii, dziwnych wynaturzeń, przemocy, hasła rasistowskie, a nawet elementy nawiązujące do głównych założeń eugeniki, które mają ilustrować proces niczym nieograniczonej, bezkrytycznej realizacji założeń i idei zachodniej cywilizacji. Wszystko to okraszone w wielu miejscach wulgarnym językiem.
Michel Houellebecq stawia nie tylko diagnozę naszej współczesności, tego, do czego być może dąży nasz świat i ludzkość, oczywiście w swej ekstremalnej wersji. Ale również próbuje między wierszami wskazać drogę, którą należałoby podążać - choć nie jest ona jasna czy też jednoznaczna. Być może to zwrot ku wierze, czy też szerzej ku hasłom i ideom wiary chrześcijańskiej, być może odnalezienie złotego środka. Wszystko, co ekstremalne, ocierające się o granice, nie jest dobre dla człowieka - czy to ekstremalny indywidualizm i wolność jednostki czy też ekstremalny konserwatyzm prawicy. Wszelkie ideologie i nowe prądy społeczne - kulturowe muszą być poddawanej krytycznej ocenie, wszelka bezrefleksyjność prowadzi do zniszczenia i katastrofy.
Cząstki elementarne to moim zdaniem świetna powieść, choć wielu może się ze mną nie zgodzić. Dla mnie lektura byłą przyjemnością, dodatkowym plusem powieści jest jej pewna mozaikowość - kompozycyjnie przeplatają się w niej losy bohaterów ze wstawkami czysto politycznymi czy też technicznymi, wulgarne i potoczne słownictwo miesza się tu z leksyką typową dla dyskursu naukowego. Można nazwać Houellebecq'a pisarzem zaangażowanym, którego pisarstwo jest reakcją na otaczającą go rzeczywistość, "odpowiedzialnym" za
losy ludzkości, stawiającym diagnozy, pytania, skłaniającym ku głębszej refleksji nad życiem społecznym, politycznym, obyczajowym naszej epoki. Polecam, to nie łatwa lektura, ale warto przeczytać :)
niedziela, 3 listopada 2013
Philipa Gregory i jej "Kochanice króla"
Hej
Jestem po kolejnym spotkaniu ze znaną wielu z was powieściopisarką Philippą Gregory. To moje drugie spotkanie z jej twórczością, a padło na jedną z bardziej znanych powieści autorki.
Kochanice króla to obszerna historia przypadająca na okres panowania jednego z bardziej znanych i intrygujących władców europejskich - Henryka VIII. Jest to jednak przede wszystkim opowieść o rodzie Boleynów, ich wygórowanych ambicjach i dążeniach, które doprowadziły do upadku i tragedii wielu członków rodziny.
Narratorką całej historii jest Maria Boleyn, która poddana całkowicie woli rodziny, zwłaszcza wuja Thomasa Howarda, pociągającego za sznurki, zostaje wydana wbrew sobie za mąż, a potem rzucona w ramiona wiecznie nienasyconego kobiecymi wdziękami króla. Maria jednak bardzo szybko zostaje wypchnięta ze swej roli kochanki i zastąpiona przez własną siostrę - Annę. Ta z kolei, wychowana na francuskim dworze, ambitna i jakże inteligentna kobieta, zapragnęła walczyć o lepszy dla siebie los - u boku króla, lecz nie jako królewska faworyta, a prawowita małżonka. Anna walcząc o tron nie cofa się przed niczym - jest bezwzględna w swych działaniach, dopuszcza się licznych intryg, zdrad, miłosnych sztuczek, aby dopiąć swego. Udaje jej się oczarować Henryka, wypędzić z dworu Katarzynę Aragońską i zostać wymarzoną królową. Jednak koszty, jakie ponosi są ogromne - angielski lud i sprzymierzeńcy Katarzyny stają się jej wrogami, może jedynie liczyć na wsparcie własnego brata i siostry, wobec której nie okazywała wiele siostrzanych uczuć. Małżeństwo z królem wpływa na Annę destrukcyjnie, na każdym kroku musi walczyć z plotkami i dworskimi intrygami, a co najważniejsze znosić z godnością problemy z poczęciem królewskiego potomka, którego tak bardzo pragnął Henryk. Bezskuteczne działania Anny i jej temperament doprowadzają do tragedii - Anna zostaje pozbawiona nie tylko korony, ale i głowy, ciągnąc za sobą również własnego brata i najbliższych dworskich towarzyszy.
Najmądrzejszą z rodu Boleynów okazuje się Maria, wychowana na królewskim dworze, znająca wszystkie panujące na nim zwyczaje od podszewki, dojrzewa i wyzbywa się ambicji swego rodzeństwa. Maria zamiast dworu pełnego blichtru, ale i licznych intryg i występków, wybiera spokojne życie ze swym drugim mężem, wybranym z miłości, u boku swych dzieci - życie skromne i wymagające.
Gregory i tym razem stworzyła świetny obraz życia na dworze Henryka VIII - wspaniałych uczt, rozrywek, turniejów, świata plotek, zdrad, ogarniętego ludzkimi żądzami i namiętnościami. Po mistrzowsku przedstawia również świat polityki, a przede wszystkim egoizm i wręcz boską pewność siebie Henryka VIII, który wykorzystując swą władzę doprowadził do jednego z ważniejszych konfliktów religijnych, czyniąc się głową angielskiego kościoła i stając się bezwzględnym tyranem, spełniającym wszystkie swe najdrobniejsze zachcianki.
Powieść Gregory - łącząca w sobie historię i fikcję to wspaniała historia, pełna szczegółowych opisów, sugestywnych obrazów niemoralnych obyczajów, przede wszystkim jednak to opowieść o człowieku - targanym namiętnościami, ambitnym i bezwzględnym w swych poczynaniach - i mowa tu zarówno o Henryku, jak i Annie - która nie dożyła czasów, kiedy to właśnie jej jedyne dziecko - Elżbieta, została królową Anglii, tak samo sławną i intrygującą do dziś władczynią, jakże podobną do swych rodziców.
Kochanice króla czytałam bardzo długo, dawkowałam sobie tę powieść, pomiędzy lekturą innych rzeczy. Jednak nie żałuję i polecam tym, którzy jeszcze nie mieli do czynienia z twórczością Gregory. Robię sobie mały odpoczynek od tej autorki, ale z pewnością w niedalekiej przyszłości sięgnę po kolejną część z serii historii Tudorów. Pozdrawiam :)
Jestem po kolejnym spotkaniu ze znaną wielu z was powieściopisarką Philippą Gregory. To moje drugie spotkanie z jej twórczością, a padło na jedną z bardziej znanych powieści autorki.
Kochanice króla to obszerna historia przypadająca na okres panowania jednego z bardziej znanych i intrygujących władców europejskich - Henryka VIII. Jest to jednak przede wszystkim opowieść o rodzie Boleynów, ich wygórowanych ambicjach i dążeniach, które doprowadziły do upadku i tragedii wielu członków rodziny.
Narratorką całej historii jest Maria Boleyn, która poddana całkowicie woli rodziny, zwłaszcza wuja Thomasa Howarda, pociągającego za sznurki, zostaje wydana wbrew sobie za mąż, a potem rzucona w ramiona wiecznie nienasyconego kobiecymi wdziękami króla. Maria jednak bardzo szybko zostaje wypchnięta ze swej roli kochanki i zastąpiona przez własną siostrę - Annę. Ta z kolei, wychowana na francuskim dworze, ambitna i jakże inteligentna kobieta, zapragnęła walczyć o lepszy dla siebie los - u boku króla, lecz nie jako królewska faworyta, a prawowita małżonka. Anna walcząc o tron nie cofa się przed niczym - jest bezwzględna w swych działaniach, dopuszcza się licznych intryg, zdrad, miłosnych sztuczek, aby dopiąć swego. Udaje jej się oczarować Henryka, wypędzić z dworu Katarzynę Aragońską i zostać wymarzoną królową. Jednak koszty, jakie ponosi są ogromne - angielski lud i sprzymierzeńcy Katarzyny stają się jej wrogami, może jedynie liczyć na wsparcie własnego brata i siostry, wobec której nie okazywała wiele siostrzanych uczuć. Małżeństwo z królem wpływa na Annę destrukcyjnie, na każdym kroku musi walczyć z plotkami i dworskimi intrygami, a co najważniejsze znosić z godnością problemy z poczęciem królewskiego potomka, którego tak bardzo pragnął Henryk. Bezskuteczne działania Anny i jej temperament doprowadzają do tragedii - Anna zostaje pozbawiona nie tylko korony, ale i głowy, ciągnąc za sobą również własnego brata i najbliższych dworskich towarzyszy.
Najmądrzejszą z rodu Boleynów okazuje się Maria, wychowana na królewskim dworze, znająca wszystkie panujące na nim zwyczaje od podszewki, dojrzewa i wyzbywa się ambicji swego rodzeństwa. Maria zamiast dworu pełnego blichtru, ale i licznych intryg i występków, wybiera spokojne życie ze swym drugim mężem, wybranym z miłości, u boku swych dzieci - życie skromne i wymagające.
Gregory i tym razem stworzyła świetny obraz życia na dworze Henryka VIII - wspaniałych uczt, rozrywek, turniejów, świata plotek, zdrad, ogarniętego ludzkimi żądzami i namiętnościami. Po mistrzowsku przedstawia również świat polityki, a przede wszystkim egoizm i wręcz boską pewność siebie Henryka VIII, który wykorzystując swą władzę doprowadził do jednego z ważniejszych konfliktów religijnych, czyniąc się głową angielskiego kościoła i stając się bezwzględnym tyranem, spełniającym wszystkie swe najdrobniejsze zachcianki.
Powieść Gregory - łącząca w sobie historię i fikcję to wspaniała historia, pełna szczegółowych opisów, sugestywnych obrazów niemoralnych obyczajów, przede wszystkim jednak to opowieść o człowieku - targanym namiętnościami, ambitnym i bezwzględnym w swych poczynaniach - i mowa tu zarówno o Henryku, jak i Annie - która nie dożyła czasów, kiedy to właśnie jej jedyne dziecko - Elżbieta, została królową Anglii, tak samo sławną i intrygującą do dziś władczynią, jakże podobną do swych rodziców.
Kochanice króla czytałam bardzo długo, dawkowałam sobie tę powieść, pomiędzy lekturą innych rzeczy. Jednak nie żałuję i polecam tym, którzy jeszcze nie mieli do czynienia z twórczością Gregory. Robię sobie mały odpoczynek od tej autorki, ale z pewnością w niedalekiej przyszłości sięgnę po kolejną część z serii historii Tudorów. Pozdrawiam :)
czwartek, 17 października 2013
"The Paradise" i "Wałęsa. Człowiek z nadziei"
Hej
Witam po dłuższej nieobecności i przychodzę z krótkimi recenzjami filmowymi. Udało mi się obejrzeć ostatnio dwie - godne polecenia - rzeczy.
"Wałęsa. Człowiek z nadziei" - długo oczekiwany i już przed premierą budzący wiele emocji film biograficzny o polskim prezydencie Lechu Wałęsie. Trudno jest mi oceniać produkcję Wajdy, myślę, że jest to film, który należy ocenić samemu, ale z pewnością powinno się go zobaczyć, czy to w kinie, czy już potem w tv czy też w sieci. "Wałęsa..." jest ostatnią częścią "trylogii" Wajdy i jak dla mnie nienajgorszą ale i nie najlepszą. To dobre kino, ale nie arcydzieło polskiej kinematografii.
Osią fabularną jest tutaj wywiad Pani Fallaci - włoskiej dziennikarki z Wałęsą z 1981 roku, który uruchamia ciąg retrospekcji, powrotów do przeszłości. Film zbudowany jest niczym mozaika, sklejona z tych najważniejszych, symbolicznych obrazów Historii Polski, mamy tu bowiem : strajki okupacyjne w stoczni, skok przez mur, obrady Okrągłego Stołu, pielgrzymkę Jana Pawła II, aresztowania, odebranie przez Panią Danutę Nagrody Nobla itd., itd.

Ale to nie tylko film o Wałęsie, to historia "Solidarności" czy także jednostkowa, prywatna - historia Pani Danuty. Ogromnym plusem produkcji jest głośna, rockowa muzyka, utwory m.in. Chłopców z Placu Broni czy Proletaryatu. Przede wszystkim jednak należy podkreślić świetną rolę Więckiewicza, choć również mam do niej pewne zastrzeżenia. W niektórych momentach odnosiłam wrażenie, że Więckiewicz jest bardziej Wałęsą niż sam Wałęsa. Naśladownictwo sposobu bycia i mówienia w wielu ujęciach niebezpiecznie zbliżało się ku parodii bohatera, przerysowaniu, wyolbrzymieniu tych wszystkich charakterystycznych cech prezydenta.
Mimo to, zachęcam do obejrzenia filmu, ten jeden choćby raz wypada go zobaczyć i samemu ustosunkować się do podobno ostatniej produkcji Andrzeja Wajdy.

"The Paradise" - czy też polski tytuł "Wszystko dla pań" to wspaniały kostiumowy serial oparty na dziele Emila Zoli. To opowieść o pracownikach pierwszego z domów towarowych, założonego przez ambitnego wdowca -Moraya. Poznajemy ich losy, mniej lub bardziej szczegółowe, główna zaś bohaterką jest tutaj młoda Denise, która wbrew oczekiwaniom wujka - lokalnego bławatnika niemogącego jednak zapewnić jej posady, zatrudnia się w "Paradise". Dzięki swej ambicji i ogromnej kreatywności staje się ulubienicą właściciela, pomysłodawczynią odpowiedzialną za jego sukcesy, a z czasem kimś więcej... Dalej nie będę zdradzać, serial obfituje w wiele ciekawych sytuacji, problemów bohaterów, kłopotów życia codziennego jak i rozterek duchowych. To historia o miłości, pożądaniu, przyjaźni, ludzkiej zawiści i zazdrości, przedsiębiorczości i ambicji - w skrócie o wszystkim, do tego piękne kostiumy, wnętrza sklepu i masa cudownych, oferowanych towarów dla Pań.

Polecam gorąco, obejrzałam 8 pierwszych odcinków, ale podobno mają być kolejne. Warto obejrzeć !
Witam po dłuższej nieobecności i przychodzę z krótkimi recenzjami filmowymi. Udało mi się obejrzeć ostatnio dwie - godne polecenia - rzeczy. "Wałęsa. Człowiek z nadziei" - długo oczekiwany i już przed premierą budzący wiele emocji film biograficzny o polskim prezydencie Lechu Wałęsie. Trudno jest mi oceniać produkcję Wajdy, myślę, że jest to film, który należy ocenić samemu, ale z pewnością powinno się go zobaczyć, czy to w kinie, czy już potem w tv czy też w sieci. "Wałęsa..." jest ostatnią częścią "trylogii" Wajdy i jak dla mnie nienajgorszą ale i nie najlepszą. To dobre kino, ale nie arcydzieło polskiej kinematografii.
Osią fabularną jest tutaj wywiad Pani Fallaci - włoskiej dziennikarki z Wałęsą z 1981 roku, który uruchamia ciąg retrospekcji, powrotów do przeszłości. Film zbudowany jest niczym mozaika, sklejona z tych najważniejszych, symbolicznych obrazów Historii Polski, mamy tu bowiem : strajki okupacyjne w stoczni, skok przez mur, obrady Okrągłego Stołu, pielgrzymkę Jana Pawła II, aresztowania, odebranie przez Panią Danutę Nagrody Nobla itd., itd.

Ale to nie tylko film o Wałęsie, to historia "Solidarności" czy także jednostkowa, prywatna - historia Pani Danuty. Ogromnym plusem produkcji jest głośna, rockowa muzyka, utwory m.in. Chłopców z Placu Broni czy Proletaryatu. Przede wszystkim jednak należy podkreślić świetną rolę Więckiewicza, choć również mam do niej pewne zastrzeżenia. W niektórych momentach odnosiłam wrażenie, że Więckiewicz jest bardziej Wałęsą niż sam Wałęsa. Naśladownictwo sposobu bycia i mówienia w wielu ujęciach niebezpiecznie zbliżało się ku parodii bohatera, przerysowaniu, wyolbrzymieniu tych wszystkich charakterystycznych cech prezydenta. Mimo to, zachęcam do obejrzenia filmu, ten jeden choćby raz wypada go zobaczyć i samemu ustosunkować się do podobno ostatniej produkcji Andrzeja Wajdy.

"The Paradise" - czy też polski tytuł "Wszystko dla pań" to wspaniały kostiumowy serial oparty na dziele Emila Zoli. To opowieść o pracownikach pierwszego z domów towarowych, założonego przez ambitnego wdowca -Moraya. Poznajemy ich losy, mniej lub bardziej szczegółowe, główna zaś bohaterką jest tutaj młoda Denise, która wbrew oczekiwaniom wujka - lokalnego bławatnika niemogącego jednak zapewnić jej posady, zatrudnia się w "Paradise". Dzięki swej ambicji i ogromnej kreatywności staje się ulubienicą właściciela, pomysłodawczynią odpowiedzialną za jego sukcesy, a z czasem kimś więcej... Dalej nie będę zdradzać, serial obfituje w wiele ciekawych sytuacji, problemów bohaterów, kłopotów życia codziennego jak i rozterek duchowych. To historia o miłości, pożądaniu, przyjaźni, ludzkiej zawiści i zazdrości, przedsiębiorczości i ambicji - w skrócie o wszystkim, do tego piękne kostiumy, wnętrza sklepu i masa cudownych, oferowanych towarów dla Pań. 
Polecam gorąco, obejrzałam 8 pierwszych odcinków, ale podobno mają być kolejne. Warto obejrzeć !
poniedziałek, 30 września 2013
Philippa Gregory "Uwięziona królowa"
Hej
Przychodzę do was z recenzją powieści, od której nie mogłam się oderwać do późnej nocy. Uwieziona królowa to historia Marii Stuart, królowej Szkotów, ale i królowej Francji i prawowitej następczyni tronu angielskiego. Sama bohaterka podkreśla, że jest królową po trzykroć, namaszczoną przez samego Boga, niedostępną dla swych wrogów. Maria Stuart musi jednak uciekać ze swych ziem przed buntem nielojalnych lordów i trafia pod skrzydła swej kuzynki, królowej Anglii, Elżbiety I. Jednak tutaj musi znów walczyć o przetrwanie. Zostaje oddana pod opiekę gospodarzom zamku Tutbury. George Talbot - szlachetny i nieraz aż naiwny w swej szlachetności, wierny oddany królowej angielskiej, ceniący sobie przede wszystkim honor, który jest dla niego rzeczą świętą i nienaruszalną oraz jego małżonka - Bess, kobieta, która z ubogiej panny, dzięki swym wysiłkom, korzystnym małżeństwom i przedsiębiorczej naturze, stała się jedną z najbogatszych i cenionych kobiet, niemal współczesną kobietą interesu. Początkowo oboje cieszą się z przyjazdu Marii i pragną dzięki temu uzyskać korzyści dla siebie i swych licznych majątków.
Królowa Maria uważana jest za najpiękniejszą kobietę na świecie, pewną siebie władczynię, która nie może pogodzić się ze swym losem - losem królowej wygnanej, a potem praktycznie więźnia własnej kuzynki. Pragnie za wszelką cenę powrócić na tron Szkocji, objąć władzę w Anglii, uznając kuzynkę za bękarta, a także przywrócić Anglii wiarę katolicką i stare tradycje. Jej urokowi poddają się niemal wszyscy, sam George Talbot zakochuje się
w jej urodzie i intrygującej osobowości. Kolejne posiadłości, w których jest więziona Maria stają się ośrodkiem jej licznych intryg i podstępów, mających na celu a to wydanie jej za mąż, a to przywrócenie na tron lub wszczęcie buntu przeciwko Elżbiecie I.
To moje pierwsze spotkanie ze znaną autorką Philippą Gregory. Byłam bardzo ciekawa fenomenu tej twórczości i nie zawiodłam się. Sięgnęłam po chyba najnowszą pozycję z cyklu Tudorowskiego (polskie wydania), ale każdą jej powieść można czytać oddzielnie, bez znajomości wcześniejszych książek. Interesująca wydała mi się już sama narracja powieści, mamy tu bowiem przeplatające się głosy Bess, Georga i Marii, dzięki temu poznajemy różne punkty widzenia i różne refleksje na temat tych samych wydarzeń.
Jednak to przede wszystkim, jak chyba we wszystkich powieściach Gregory, historia silnych kobiet, nietuzinkowych osobowości, kobiet walczących, zdeterminowanych. W Uwięzionej królowej mamy do czynienia z walką o władzę, o honor, zaszczyty czy, jak w przypadku Bess, o własny majątek, dla którego jest w stanie poświęcić wiele. Powieść obejmuje kilka lat pobytu królowej Marii w posiadłościach Talbota, snującej nieraz bardzo nikczemne plany własnej ucieczki czy wyzwolenia spod "opieki" równie bezwzględnej kuzynki. To historia także jednego z najbardziej znanych doradców królewskich - zaufanego kanclerza królowej Anglii - Williama Cecila, jego brutalnej polityki, doszukującego się wroga niemal w każdym, a przede wszystkim we wszystkich papistach.
Może fabuła nie jest tu jakaś arcyciekawa, tak jak już wcześniej wspomniałam, to losy uwiezionej Marii i kolejne próby podejmowane przez nią i jej zwolenników w celu odzyskania wolności, to jednak styl pisania Pani Gregory jest tak ujmujący i wciągający, że powieść czyta się z ogromnym zainteresowaniem.
Losy tych silnych kobiet, walczących o to, co jest dla nich najważniejsze, kobiet skłonnych poświęcić wszystko, niż zrzec się własnych praw, wyznawanych wartości czy dorobku całego życia, na długo pozostaną w mojej pamięci. Mogę tylko dodać, że powieść ukazuje jedynie fragment z kilkunastoletniego pobytu Marii w Anglii w "niewoli" i dopiero w jednym z ostatnich rozdziałów poznajemy skrót dalszych, tragicznych losów królowej. Więcej nie zdradzam, choć dla miłośników historii, dzieje czy to Elżbiety czy Marii Stuart są dobrze znane. Jednak to, w jaki sposób Gregory miesza fakty historyczne z elementami fikcji/ własnym opowiedzeniem tej historii jest warte lektury Uwięzionej królowej.
Uważam pierwsze spotkanie z autorką za udane, z pewnością sięgnę po jej kolejnej pozycje, korci mnie już Biała królowa czy Córka twórcy królów, to jednak chciałabym chyba najpierw przeczytać cały cykl Tudorowski. Już nawet realizuję ten plan. Polecam gorąco powieść, sympatycy Pani Gregory chyba nie powinni być rozczarowani Uwiezioną królową, choć nie mnie to oceniać po lekturze tylko jednej książki autorki.
Pozdrawiam.
Przychodzę do was z recenzją powieści, od której nie mogłam się oderwać do późnej nocy. Uwieziona królowa to historia Marii Stuart, królowej Szkotów, ale i królowej Francji i prawowitej następczyni tronu angielskiego. Sama bohaterka podkreśla, że jest królową po trzykroć, namaszczoną przez samego Boga, niedostępną dla swych wrogów. Maria Stuart musi jednak uciekać ze swych ziem przed buntem nielojalnych lordów i trafia pod skrzydła swej kuzynki, królowej Anglii, Elżbiety I. Jednak tutaj musi znów walczyć o przetrwanie. Zostaje oddana pod opiekę gospodarzom zamku Tutbury. George Talbot - szlachetny i nieraz aż naiwny w swej szlachetności, wierny oddany królowej angielskiej, ceniący sobie przede wszystkim honor, który jest dla niego rzeczą świętą i nienaruszalną oraz jego małżonka - Bess, kobieta, która z ubogiej panny, dzięki swym wysiłkom, korzystnym małżeństwom i przedsiębiorczej naturze, stała się jedną z najbogatszych i cenionych kobiet, niemal współczesną kobietą interesu. Początkowo oboje cieszą się z przyjazdu Marii i pragną dzięki temu uzyskać korzyści dla siebie i swych licznych majątków.
Królowa Maria uważana jest za najpiękniejszą kobietę na świecie, pewną siebie władczynię, która nie może pogodzić się ze swym losem - losem królowej wygnanej, a potem praktycznie więźnia własnej kuzynki. Pragnie za wszelką cenę powrócić na tron Szkocji, objąć władzę w Anglii, uznając kuzynkę za bękarta, a także przywrócić Anglii wiarę katolicką i stare tradycje. Jej urokowi poddają się niemal wszyscy, sam George Talbot zakochuje się
w jej urodzie i intrygującej osobowości. Kolejne posiadłości, w których jest więziona Maria stają się ośrodkiem jej licznych intryg i podstępów, mających na celu a to wydanie jej za mąż, a to przywrócenie na tron lub wszczęcie buntu przeciwko Elżbiecie I.
To moje pierwsze spotkanie ze znaną autorką Philippą Gregory. Byłam bardzo ciekawa fenomenu tej twórczości i nie zawiodłam się. Sięgnęłam po chyba najnowszą pozycję z cyklu Tudorowskiego (polskie wydania), ale każdą jej powieść można czytać oddzielnie, bez znajomości wcześniejszych książek. Interesująca wydała mi się już sama narracja powieści, mamy tu bowiem przeplatające się głosy Bess, Georga i Marii, dzięki temu poznajemy różne punkty widzenia i różne refleksje na temat tych samych wydarzeń.
Jednak to przede wszystkim, jak chyba we wszystkich powieściach Gregory, historia silnych kobiet, nietuzinkowych osobowości, kobiet walczących, zdeterminowanych. W Uwięzionej królowej mamy do czynienia z walką o władzę, o honor, zaszczyty czy, jak w przypadku Bess, o własny majątek, dla którego jest w stanie poświęcić wiele. Powieść obejmuje kilka lat pobytu królowej Marii w posiadłościach Talbota, snującej nieraz bardzo nikczemne plany własnej ucieczki czy wyzwolenia spod "opieki" równie bezwzględnej kuzynki. To historia także jednego z najbardziej znanych doradców królewskich - zaufanego kanclerza królowej Anglii - Williama Cecila, jego brutalnej polityki, doszukującego się wroga niemal w każdym, a przede wszystkim we wszystkich papistach.
Może fabuła nie jest tu jakaś arcyciekawa, tak jak już wcześniej wspomniałam, to losy uwiezionej Marii i kolejne próby podejmowane przez nią i jej zwolenników w celu odzyskania wolności, to jednak styl pisania Pani Gregory jest tak ujmujący i wciągający, że powieść czyta się z ogromnym zainteresowaniem.
Losy tych silnych kobiet, walczących o to, co jest dla nich najważniejsze, kobiet skłonnych poświęcić wszystko, niż zrzec się własnych praw, wyznawanych wartości czy dorobku całego życia, na długo pozostaną w mojej pamięci. Mogę tylko dodać, że powieść ukazuje jedynie fragment z kilkunastoletniego pobytu Marii w Anglii w "niewoli" i dopiero w jednym z ostatnich rozdziałów poznajemy skrót dalszych, tragicznych losów królowej. Więcej nie zdradzam, choć dla miłośników historii, dzieje czy to Elżbiety czy Marii Stuart są dobrze znane. Jednak to, w jaki sposób Gregory miesza fakty historyczne z elementami fikcji/ własnym opowiedzeniem tej historii jest warte lektury Uwięzionej królowej.
Uważam pierwsze spotkanie z autorką za udane, z pewnością sięgnę po jej kolejnej pozycje, korci mnie już Biała królowa czy Córka twórcy królów, to jednak chciałabym chyba najpierw przeczytać cały cykl Tudorowski. Już nawet realizuję ten plan. Polecam gorąco powieść, sympatycy Pani Gregory chyba nie powinni być rozczarowani Uwiezioną królową, choć nie mnie to oceniać po lekturze tylko jednej książki autorki.
Pozdrawiam.
niedziela, 29 września 2013
Zaginiony symbol Dana Browna
Hej
Dzisiaj recenzja kolejnego bestsellera Dana Browna, a mowa tu o Zaginionym symbolu. Powieść jest kontynuacją losów Roberta Langdona- znanego z Kodu Leonarda da Vinci i Aniołów i demonów - wykładowcy, historyka i znawcy symboli. Robert jako już znany, ale i budzący wiele kontrowersji naukowiec, ponownie zostaje wciągnięty w tajemniczą grę i walkę o ludzkie życie. Bohater zostaje podstępem ściągnięty do Waszyngtonu, gdzie wraz z innym naukowcem - Katherine - próbuje nie tylko odkryć starożytną mądrość, ale przede wszystkim uratować życie przyjacielowi.
W Zaginionym symbolu, jak we wcześniejszych powieściach Browna, mamy do czynienia z mieszanką historii, nowoczesnych technologii, religii i wiary oraz dobrze skrywanych tajemnic. Robert staje przed zadaniem odszukania tajemnego słowa, które ma odmienić bieg świata i ludzkości i wydobyć z ukrycia pradawną mądrość. Wszystkimi jego działaniami kieruje troska o Petera Solomona, przetrzymywanego przez porywacza i szaleńca - głównego prowokatora wszystkich wydarzeń.
Brown zasypuje nas licznymi odwołaniami do historii loży masońskiej, architektury samego Waszyngtonu czy dziejami masonów, odpowiadających przez wieki za ochronę sekretów, dostępnych jedynie garstce ludzi - tych godnych poznania i zrozumienia. W powieści znajduje się także rozbudowany opis noetyki, której swoje życie poświęciła Katherine. Noetyka w książce jest nauką łączącą najnowsze technologie i dokonania z zakresu fizyki czy chemii z wiedzą naszych przodków, zaś jej głównym założeniem jest wiara w nieograniczone możliwości ludzkiego umysłu i zbiorowej świadomości, która może oddziaływać na materię, przekształcając ją.
Niestety powieść okazała się dla mnie ogromnym rozczarowaniem. Zawiodłam się całkowicie na Brownie. Sama historia bohaterów, ich losy a także działania CIA i pierwsze próby odkrycia prawdy przez Langdona zajmują praktycznie połowę powieści, wloką się wręcz niemiłosiernie, dzięki czemu lektura dłużyła mi się w nieskończoność i często odkładałam ją na bok. Kolejnym minusem jest nie sam pomysł na fabułę, lecz jego realizacja. Czytelnik zostaje zasypany taką masą informacji historycznych czy rekonstrukcji losów samych bohaterów lub ich dokonań/ działań, że nie jest w stanie skupić się na samej intrydze i akcji, która przez te zbyt częste jak dla mnie wtręty, spowalnia i gasi ciekawość odbiorcy.
Nie jestem znawcą historii, ale wydawało mi się, że niektóre pomysły czy wątki były naciągane, lub po prostu zostały wepchnięte w powieść, i jak dla mnie jeszcze bardziej zagmatwały już i tak zaplątane dzieje bohaterów. Drażniło mnie też wiele odwołań do losów samego Langdona, tych znanych już czytelnikowi z wcześniejszych powieści, choć dla kogoś mającego pierwszy kontakt z twórczością Browna nie będzie to żaden problem. Wycięłabym z powieści również wiele dialogów, a samą fabułę zrekonstruowała w ten sposób, aby zakończenie było dla czytelnika czymś wyczekiwanym z ogromnym zainteresowaniem, zaskoczeniem, niespodzianką. Natomiast jak dla mnie wszystkie wydarzenia następujące po sobie ani nie wprowadzały jakiś spektakularnych zwrotów akcji, ani nie prowadziły do zaskakującego, intrygującego zakończenia, którego w powieści praktycznie nie uświadczyłam. W żaden sposób nie zostałam poruszona, zdziwiona, to tak jakby ktoś nadmuchał balonik, a potem spuścił z niego powietrze, tak właśnie się czułam. Sekrety loży masońskiej i tajemnicze SŁOWO z jego ukrytą mądrością zupełnie mnie nie zainteresowały.
Moje rozczarowanie wynika również z faktu, że tego wszystkiego o czym napisałam, nie zabrakło mi w Kodzie Leonarda da Vinci czy Aniołach i demonach, których lekturę wspominam bardzo miło i chętnie do nich wracam. Nie polecam powieści Zaginiony symbol, jest najgorszą ze wszystkich części, których bohaterem jest Robert Langdon. Teraz z ogromnym sceptycyzmem będę podchodzić do kolejnych pozycji Pana Browna, a jego najnowsza powieść Inferno (kolejne przygody Langdona) stoi pod dużym znakiem zapytania. Pewnie moja ciekawość zwycięży i ją przeczytam, natomiast podejdę do niej z wielką ostrożnością i już nie tak dużymi wymaganiami i oczekiwaniami, jak przed lekturą Zaginionego symbolu.
Pozdrawiam.
Dzisiaj recenzja kolejnego bestsellera Dana Browna, a mowa tu o Zaginionym symbolu. Powieść jest kontynuacją losów Roberta Langdona- znanego z Kodu Leonarda da Vinci i Aniołów i demonów - wykładowcy, historyka i znawcy symboli. Robert jako już znany, ale i budzący wiele kontrowersji naukowiec, ponownie zostaje wciągnięty w tajemniczą grę i walkę o ludzkie życie. Bohater zostaje podstępem ściągnięty do Waszyngtonu, gdzie wraz z innym naukowcem - Katherine - próbuje nie tylko odkryć starożytną mądrość, ale przede wszystkim uratować życie przyjacielowi.
W Zaginionym symbolu, jak we wcześniejszych powieściach Browna, mamy do czynienia z mieszanką historii, nowoczesnych technologii, religii i wiary oraz dobrze skrywanych tajemnic. Robert staje przed zadaniem odszukania tajemnego słowa, które ma odmienić bieg świata i ludzkości i wydobyć z ukrycia pradawną mądrość. Wszystkimi jego działaniami kieruje troska o Petera Solomona, przetrzymywanego przez porywacza i szaleńca - głównego prowokatora wszystkich wydarzeń. Brown zasypuje nas licznymi odwołaniami do historii loży masońskiej, architektury samego Waszyngtonu czy dziejami masonów, odpowiadających przez wieki za ochronę sekretów, dostępnych jedynie garstce ludzi - tych godnych poznania i zrozumienia. W powieści znajduje się także rozbudowany opis noetyki, której swoje życie poświęciła Katherine. Noetyka w książce jest nauką łączącą najnowsze technologie i dokonania z zakresu fizyki czy chemii z wiedzą naszych przodków, zaś jej głównym założeniem jest wiara w nieograniczone możliwości ludzkiego umysłu i zbiorowej świadomości, która może oddziaływać na materię, przekształcając ją.
Niestety powieść okazała się dla mnie ogromnym rozczarowaniem. Zawiodłam się całkowicie na Brownie. Sama historia bohaterów, ich losy a także działania CIA i pierwsze próby odkrycia prawdy przez Langdona zajmują praktycznie połowę powieści, wloką się wręcz niemiłosiernie, dzięki czemu lektura dłużyła mi się w nieskończoność i często odkładałam ją na bok. Kolejnym minusem jest nie sam pomysł na fabułę, lecz jego realizacja. Czytelnik zostaje zasypany taką masą informacji historycznych czy rekonstrukcji losów samych bohaterów lub ich dokonań/ działań, że nie jest w stanie skupić się na samej intrydze i akcji, która przez te zbyt częste jak dla mnie wtręty, spowalnia i gasi ciekawość odbiorcy.
Nie jestem znawcą historii, ale wydawało mi się, że niektóre pomysły czy wątki były naciągane, lub po prostu zostały wepchnięte w powieść, i jak dla mnie jeszcze bardziej zagmatwały już i tak zaplątane dzieje bohaterów. Drażniło mnie też wiele odwołań do losów samego Langdona, tych znanych już czytelnikowi z wcześniejszych powieści, choć dla kogoś mającego pierwszy kontakt z twórczością Browna nie będzie to żaden problem. Wycięłabym z powieści również wiele dialogów, a samą fabułę zrekonstruowała w ten sposób, aby zakończenie było dla czytelnika czymś wyczekiwanym z ogromnym zainteresowaniem, zaskoczeniem, niespodzianką. Natomiast jak dla mnie wszystkie wydarzenia następujące po sobie ani nie wprowadzały jakiś spektakularnych zwrotów akcji, ani nie prowadziły do zaskakującego, intrygującego zakończenia, którego w powieści praktycznie nie uświadczyłam. W żaden sposób nie zostałam poruszona, zdziwiona, to tak jakby ktoś nadmuchał balonik, a potem spuścił z niego powietrze, tak właśnie się czułam. Sekrety loży masońskiej i tajemnicze SŁOWO z jego ukrytą mądrością zupełnie mnie nie zainteresowały.
Moje rozczarowanie wynika również z faktu, że tego wszystkiego o czym napisałam, nie zabrakło mi w Kodzie Leonarda da Vinci czy Aniołach i demonach, których lekturę wspominam bardzo miło i chętnie do nich wracam. Nie polecam powieści Zaginiony symbol, jest najgorszą ze wszystkich części, których bohaterem jest Robert Langdon. Teraz z ogromnym sceptycyzmem będę podchodzić do kolejnych pozycji Pana Browna, a jego najnowsza powieść Inferno (kolejne przygody Langdona) stoi pod dużym znakiem zapytania. Pewnie moja ciekawość zwycięży i ją przeczytam, natomiast podejdę do niej z wielką ostrożnością i już nie tak dużymi wymaganiami i oczekiwaniami, jak przed lekturą Zaginionego symbolu.
Pozdrawiam.
środa, 25 września 2013
Dziennik Bridget Jones - tego mi było trzeba !
Hej
Powracam po długiej przerwie, to były chyba najcięższe i najdłuższe 3 tygodnie w tym roku. Jak tylko nastał weekend chwyciłam po książkę, która całkowicie mnie zrelaksowała, rozśmieszyła, pokrzepiła....
Dziennik Bridget Jones Helen Fielding jest chyba większości z was znany, jeśli nie z lektury to przynajmniej z ekranizacji dwóch części historii.
Książka faktycznie jest dziennikiem narratorki i głównej bohaterki Bridget - która jest uosobieniem wielu z naszych babskich problemów i rozterek dnia codziennego. Zapisuje w swym dzienniczku liczbę wypalonych papierosów, wypitych kieliszków wódki czy zjedzonych kalorii.
Bridget jako samotna i już nie tak młoda kobieta poszukuje miłości życia, przystojnego mężczyzny, który będzie ją kochał mimo wszystko. Własna matka stara się ją za wszelką cenę zeswatać z każdym pojawiającym się na horyzoncie kawalerem bądź rozwodnikiem. Bridget natomiast, skuszona flirtem i zainteresowaniem ze strony szefa, wdaje się z nim w romans. Bardzo szybko jednak Daniel okazuje się być draniem i popaprańcem - jakby to ujęli przyjaciele bohaterki. Wtedy też Jones postanawia zmienić swoje życie, począwszy od nowej pracy. Oczywiście wszystko dobrze się kończy, a Bridget znajduje tego jedynego.
Książka jest pełna uroku dzięki świetnej kreacji głównej bohaterki, która ze swoją naiwnością, prostotą, ale i wielkim sercem potrafi nas rozśmieszyć lub wzruszyć do łez. We wszystkim, co mówi i robi jest tyle naturalności i szczerości, iż nie sposób nie kibicować wszelkim jej staraniom. Gdy powie coś głupiego, gdy nie potrafi się zachować w jakiejś sytuacji, gdy rozmyśla o głupotach i błahostkach jak o końcu świata - jest w tym przede wszystkim tak autentyczna, że pokochałam ją od pierwszej strony. Bridget to nie jedyna świetna postać w książce, uwagę przykuwają też: Daniel - szef bohaterki, wiecznie napalony związkofob, matka Bridget czy chociażby sam Pan Darcy, surowy, powściągliwy mózgowiec z jednej strony, a pełen poświecenia i ciepła z drugiej. Książka Pani Fielding nie miała być i nie jest jakimś wybitnym dziełem literackim, to lek na wszystkie nasze kobiece dolegliwości w pigułce, pełen humoru - aby rozweselić i pełen miłości i sympatii płynącej od Bridget , która ujmuje swą prostodusznością i budzi same dobre emocje.
Książka różni się od swojej ekranizacji, więc zachęcam tym bardziej, aby zapoznać się z utworem, a potem dopiero z filmem. Polecam nie tylko kobietom, panom również powinien spodobać się ten typowy angielski humor i perypetie szalonej Bridget.
A teraz biorę się za czytanie waszych postów. Pozdrawiam i miłego dnia życzę !
Powracam po długiej przerwie, to były chyba najcięższe i najdłuższe 3 tygodnie w tym roku. Jak tylko nastał weekend chwyciłam po książkę, która całkowicie mnie zrelaksowała, rozśmieszyła, pokrzepiła....
Dziennik Bridget Jones Helen Fielding jest chyba większości z was znany, jeśli nie z lektury to przynajmniej z ekranizacji dwóch części historii.
Książka faktycznie jest dziennikiem narratorki i głównej bohaterki Bridget - która jest uosobieniem wielu z naszych babskich problemów i rozterek dnia codziennego. Zapisuje w swym dzienniczku liczbę wypalonych papierosów, wypitych kieliszków wódki czy zjedzonych kalorii. Bridget jako samotna i już nie tak młoda kobieta poszukuje miłości życia, przystojnego mężczyzny, który będzie ją kochał mimo wszystko. Własna matka stara się ją za wszelką cenę zeswatać z każdym pojawiającym się na horyzoncie kawalerem bądź rozwodnikiem. Bridget natomiast, skuszona flirtem i zainteresowaniem ze strony szefa, wdaje się z nim w romans. Bardzo szybko jednak Daniel okazuje się być draniem i popaprańcem - jakby to ujęli przyjaciele bohaterki. Wtedy też Jones postanawia zmienić swoje życie, począwszy od nowej pracy. Oczywiście wszystko dobrze się kończy, a Bridget znajduje tego jedynego.
Książka jest pełna uroku dzięki świetnej kreacji głównej bohaterki, która ze swoją naiwnością, prostotą, ale i wielkim sercem potrafi nas rozśmieszyć lub wzruszyć do łez. We wszystkim, co mówi i robi jest tyle naturalności i szczerości, iż nie sposób nie kibicować wszelkim jej staraniom. Gdy powie coś głupiego, gdy nie potrafi się zachować w jakiejś sytuacji, gdy rozmyśla o głupotach i błahostkach jak o końcu świata - jest w tym przede wszystkim tak autentyczna, że pokochałam ją od pierwszej strony. Bridget to nie jedyna świetna postać w książce, uwagę przykuwają też: Daniel - szef bohaterki, wiecznie napalony związkofob, matka Bridget czy chociażby sam Pan Darcy, surowy, powściągliwy mózgowiec z jednej strony, a pełen poświecenia i ciepła z drugiej. Książka Pani Fielding nie miała być i nie jest jakimś wybitnym dziełem literackim, to lek na wszystkie nasze kobiece dolegliwości w pigułce, pełen humoru - aby rozweselić i pełen miłości i sympatii płynącej od Bridget , która ujmuje swą prostodusznością i budzi same dobre emocje.
Książka różni się od swojej ekranizacji, więc zachęcam tym bardziej, aby zapoznać się z utworem, a potem dopiero z filmem. Polecam nie tylko kobietom, panom również powinien spodobać się ten typowy angielski humor i perypetie szalonej Bridget.
A teraz biorę się za czytanie waszych postów. Pozdrawiam i miłego dnia życzę !
Właśnie czytam:
Subskrybuj:
Posty (Atom)



