niedziela, 29 września 2013

Zaginiony symbol Dana Browna

Hej

Dzisiaj recenzja kolejnego bestsellera Dana Browna, a mowa tu o Zaginionym symbolu. Powieść jest kontynuacją losów Roberta Langdona- znanego z Kodu Leonarda da Vinci i Aniołów i demonów - wykładowcy, historyka i znawcy symboli. Robert jako już znany, ale i budzący wiele kontrowersji naukowiec, ponownie zostaje wciągnięty w tajemniczą grę i walkę o ludzkie życie. Bohater zostaje podstępem ściągnięty do Waszyngtonu, gdzie wraz z innym naukowcem - Katherine - próbuje nie tylko odkryć starożytną mądrość, ale przede wszystkim uratować życie przyjacielowi.

W Zaginionym symbolu, jak we wcześniejszych powieściach Browna, mamy do czynienia z mieszanką historii, nowoczesnych technologii, religii i wiary oraz dobrze skrywanych tajemnic. Robert staje przed zadaniem odszukania tajemnego słowa, które ma odmienić bieg świata i ludzkości i wydobyć z ukrycia pradawną mądrość. Wszystkimi jego działaniami kieruje troska o Petera Solomona, przetrzymywanego przez porywacza i szaleńca - głównego prowokatora wszystkich wydarzeń.

Brown zasypuje nas licznymi odwołaniami do historii loży masońskiej, architektury samego Waszyngtonu czy dziejami masonów, odpowiadających przez wieki za ochronę sekretów, dostępnych jedynie garstce ludzi - tych godnych poznania i zrozumienia. W powieści znajduje się także rozbudowany opis noetyki, której swoje życie poświęciła Katherine. Noetyka w książce jest nauką łączącą najnowsze technologie i dokonania z zakresu fizyki czy chemii z wiedzą naszych przodków, zaś jej głównym założeniem jest wiara w nieograniczone możliwości ludzkiego umysłu i zbiorowej świadomości, która może oddziaływać na materię, przekształcając ją.

Niestety powieść okazała się dla mnie ogromnym rozczarowaniem. Zawiodłam się całkowicie na Brownie. Sama historia bohaterów, ich losy a także działania CIA i pierwsze próby odkrycia prawdy przez Langdona zajmują praktycznie połowę powieści, wloką się wręcz niemiłosiernie, dzięki czemu lektura dłużyła mi się w nieskończoność i często odkładałam ją na bok. Kolejnym minusem jest nie sam pomysł na fabułę, lecz jego realizacja. Czytelnik zostaje zasypany taką masą informacji historycznych czy rekonstrukcji losów samych bohaterów lub ich dokonań/ działań, że nie jest w stanie skupić się na samej intrydze i akcji, która przez te zbyt częste jak dla mnie wtręty, spowalnia i gasi ciekawość odbiorcy.

Nie jestem znawcą historii, ale wydawało mi się, że niektóre pomysły czy wątki były naciągane, lub po prostu zostały wepchnięte w powieść, i jak dla mnie jeszcze bardziej zagmatwały już i tak zaplątane dzieje bohaterów. Drażniło mnie też wiele odwołań do losów samego Langdona, tych znanych już czytelnikowi z wcześniejszych powieści, choć dla kogoś mającego pierwszy kontakt z twórczością Browna nie będzie to żaden problem. Wycięłabym z powieści również wiele dialogów, a samą fabułę zrekonstruowała w ten sposób, aby zakończenie było dla czytelnika czymś wyczekiwanym z ogromnym zainteresowaniem, zaskoczeniem, niespodzianką. Natomiast jak dla mnie wszystkie wydarzenia następujące po sobie ani nie wprowadzały jakiś spektakularnych zwrotów akcji, ani nie prowadziły do zaskakującego, intrygującego zakończenia, którego w powieści praktycznie nie uświadczyłam. W żaden sposób nie zostałam poruszona, zdziwiona, to tak jakby ktoś nadmuchał balonik, a potem spuścił z niego powietrze, tak właśnie się czułam. Sekrety loży masońskiej i tajemnicze SŁOWO z jego ukrytą mądrością zupełnie mnie nie zainteresowały.

Moje rozczarowanie wynika również z faktu, że tego wszystkiego o czym napisałam, nie zabrakło mi w Kodzie Leonarda da Vinci czy Aniołach i demonach, których lekturę wspominam bardzo miło i chętnie do nich wracam. Nie polecam powieści Zaginiony symbol, jest najgorszą ze wszystkich części, których bohaterem jest Robert Langdon. Teraz z ogromnym sceptycyzmem będę podchodzić do kolejnych pozycji Pana Browna, a jego najnowsza powieść Inferno (kolejne przygody Langdona) stoi pod dużym znakiem zapytania. Pewnie moja ciekawość zwycięży i ją przeczytam, natomiast podejdę do niej z wielką ostrożnością i już nie tak dużymi wymaganiami i oczekiwaniami, jak przed lekturą Zaginionego symbolu.

Pozdrawiam.

3 komentarze:

  1. Przeczytałem jedną powieść Browna i była, jak dla mnie, intrygująca i interesująca, a na "Kod Leonarda da Vinci" mam cały czas wielką ochotę, więc myślę, że to tylko kwestia czasu, kiedy przeczytam. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam "Anioły i demony" i nie mogę powiedzieć, że mi się nie podobały, ale nie ciągnie mnie, żeby przeczytać innego powieście tego autora.
    Pozdrawiam :)
    Niko.

    OdpowiedzUsuń